niestety w ostatni dzien nie udalo nam sie zaliczyc dlugo oczekiwanej atrakcji - SkyDive - przyczyna tym razem bardzo prozaiczna - za mocno wial wiatr aby skakac.... i po zalatwiania tego, dotarcia na miejsce oraz odczekaniu chyba ze 2 godzin musialysmy wrocic jeszcze raz niestety aby odzyskac wplacone pieniadze - znow trwalo to prawie godzine bo pani w biurze uczyla sie jak to zrobic... ale chyba nam zwrocila:) nie pozostalo nam nic innego jak pojsc na ostatni lokalne wino, spakowac sie oddac auto i wyleciec.... aaaa niestety znow komplikacje.... check in zajal nam znowu okolo godziny - nastpily komplikacje z nadaniem 2 obrazow i Edzi antylopki, tym, ze Asia leciala do Amsterdamu a nie do Wawy z tym ze trzba mi i Moni naliczyc mile i pan obslugujacy nie potrafil zrobic nic bez kolegi Mario, ktory jak sie okazalo wspomagal wszystkich robiacych check in....rece opadaja ale sie usmialysmy:)))
podsumowujac wyjazd:
- mialysmy chyba wiecej dni deszczowych niz slonecznych (a przeciez miala byc goraca afryka?!)
- zrobilysmy autem ponad 4 tysiace kilometrow
- ilosc wypitego wina - minimum 40 butelek (to tylko estymacja:)))
- zakupy - tym razem 2 obrazy + jakies rozne inne pierdolki:) - wiec szalu nie bylo
- serwis jest do d... ilosc energii ktora idzie w zalatwienie czegos powoduje, ze sie odechciewa...
- a to wszystko razem wziete spowodowalo, ze troch wieciej obywatela kazda z nas przywiozla do Polski:)))
ladowanie przy skydive (niestety nie nasze - trzeba bedzie zrobić gdzie indziej:) i w tle table mountain
Absail z table mountain- wlasnie zaladowali w RPA - taki widok byl za naszymi plecami:
Asia ze swoim zwierzatkiem na samym poczatku naszej podrozy:) - Antylopka Edzia ktora z nami podrozowala po calym RPA i szczesliwie dzisiaj dotarla rowniez do Amsterdamu:)
film z naszego deszczowego i zimnego safarii w Kruger Parku - przyzylysmy dzieki kocom i foliowym plaszczom od naszego przewodnika
Cape Point - miejsce gdzie laczy sie Atlantyk z Oceanem Indyjskim
Przyladek dobrej nadzieji - wialo jak w kieleckimi w wagoniku z Table Mountain
a za rok?! zobaczymy gdzie nas zaniesie:)))))))
pozdrawiamy
m.




























































