poniedziałek, 21 listopada 2011

SANDboarding

tak tak. dobrze napisane SANDBOARDING czyli tak jak snowboard ale na piachu... no prawie jak snowboard bo roznice sa:))))
ale zaczelo sie jak zawsze... rano sie budzimy... leje... - telefon do gosciuwy czy jedziemy ? - mowi odwolane i da nam znac i sie zastanowia jak zwroca kase.... potem telefon do firmy ktora ma ten event robic (ta wczesniejsza to posrednik) aby potwierdzic i mowia, ze faktycznie nie ma sciemy i mowia, ze nie bedzie sandboardingu .... a o 8:55 telefon od posrednika, ze za 5 minut mamy byc gotowe bo jedziemy (trzecia osoba ) jakas masakra!!!! zbieralysmy sie w pospiechu... ale pojechalysmy bez sniadania, bez kawy, bez prysznica ale jest slonce! HURA!!!!!
ale najpierw swoja deseczke trzeba zaniesc:))
 krotki instruktarz... a jest troche inaczej niz na snowboardzie bo nie wolna raczej skrecac tylko na wprost + nie ma butow tylko sie wklada nogi w te zapiecia takie jak to snowborda - jak ktos bedzie probowal w przyszlosci nasza rada bierzcie adidasy - my mamy poobcierane stopy:)
 waxing - czyli smarowanie dechy.... sama niestety nie pojdzie trzeba jej pomoc srodkiem do?....... ? nablyszczania podlog!!!! rece nam przepieknie pachnialy:))) jakbysmy korytarze w niejednej podstawowce pojechaly:)
 no a teraz juz nie ma swirowania i narzekania tylko trzeba w dol..................


 niektorzy do perfekcji opanowywali swoja metode jazdy - btw - jest chyba jednak lepsza niz snowbordowa bo jest duzo szybciej i mniej boli jak sie leci... a w piachu i tak kazdy jest upieprzony:)))
 niestety wyciagu krzeselkowego ani chociaz wyrwiraczki nikt tam jeszcze nie postawil... a wierzcie ze sa tacy co by za to zaplacili:)
 tradycyjna pozycja na "zajaczka"
a to pozycja "zaraz sie wypieprze"
 jednak ta pozycja to byl super fan!:) a trojkacie juz wogole:) i to symultanicznie
 cala grupa z banda amerykanow wlacznie
 za nami table mountain:)
 a tu jeszcze lepszy widok na table mountain w drodze powrotnej
! super fan i duzo piachu absolutnie wszedzie nawet po 15 minutowym prysznicu:)

dzisiaj jeszcze jedno doswiadczenie na koniec dnia,....
udalo nam sie zabukowac atrakcje super-kool-petarda na jutro (o tym jutro jak przezyjemy) ale duzo nas to zdrowia kosztowalo.... laska powiedziala ze 11:30 mamy atrakcje... jak sie zapytalysmy czy ktos po nas przyjedzie to mowi, ze sie dowie, potem, ze jednak nikt nie przyjedzie, musimy same, to pytamy jak i gdzie.... to podala nam busik, potem takse, a wogole okazalo sie ze na 12:30... no to myslimy to moze auto zatrzymamy dluzej... ale to tez jest niezly numer bo ja musialam 4rem osobom o tym opowiedziec z Budgeta - non stop przelacznie - zanim mi potwierdzili, ze mozemy auto oddac jutro na lotnisku , co lepsze  dalej nie jestesmy pewne czy nie beda jutro zaskoczeni jak to auto im tam oddamy na lotnisku a nie w centrum Cape Town jak odpoczatku bylo zorganizowane .... ale poki co nikt nas nie sciga za kradziez auta wiec chyba jest OK:)
do jutra!
m.

4 komentarze:

  1. ale czad ten piach i snow tfu sandboard :)ale wsolczuje szczerze obtarc, chociaz chyba doznania wynagrodzily i je! udanego urlopowania!

    OdpowiedzUsuń
  2. fajowe zdjecia - nareszcie Was widac z usmiechami, bo te widoki juz mi sie troche znudzily;) no i petarda masz czapeczke, Moni widze koszula z Jamajki, no ale Asia mam mistrza we wczociu sie w afrykanski klimat :) wy Tu w wiachu a ja za tydzien o tej moze juz bede po zjezdzie bobslejem!!!YEAH! jeszcze tylko 3 razy musze wstac do pracy!

    OdpowiedzUsuń
  3. mniam, mniam ale piaseczek i widoczki super jest zabawa i uśmiech więc wszystko ok buziaki ala

    OdpowiedzUsuń
  4. Czad byla ale piachu masa:) ale bylo fajosko

    OdpowiedzUsuń